Według założeń, jakie przyjął rząd, europejską walutą powinniśmy płacić już w 2011 roku, czyli o dwa lata później niż planowaliśmy wstępując do Unii Europejskiej. Rząd tłumaczy, że wcześniej się nie da, bo nie jesteśmy jeszcze do tego przygotowani. Na razie wciąż nie spełniamy wszystkich kryteriów wejścia do strefy euro, a te są pilnie strzeżone przez unijnych ekonomistów.

Głównym problem jest wciąż zbyt wysoki deficyt finansów publicznych. Z wyliczeń rządu wynika, że ten rok zakończymy na poziomie 3,9 procent PKB. Wymagany przez Unię deficyt na poziomie 3 procent uda nam się osiągnąć dopiero w 2009 roku. Dopiero wtedy Polska będzie gotowa określić tzw. sztywny kurs euro do złotego i przygotować się do wymiany waluty.

Tak długi okres obniżania deficytu może jednak nie podobać się unijnym ekspertom. Zdaniem części ekonomistów Komisja Europejska może odrzucić polski program. Co to oznacza? Że przeciwko nam zostanie wszczęta tzw. procedura nadmiernego deficytu. Unia będzie mogła pozbawić nas części dotacji - pisze "Rzeczpospolita".