Zresztą nie po raz pierwszy. Od marca, kiedy wprowadzili zakaz importu polskich kiełbas i szynek, podawali co najmniej trzy daty zniesienia sankcji. Ale ta ostatnia, wyznaczona na 25 listopada, wyglądała na najbardziej realną. Bo pozwoliliśmy Ukraińcom przekonać się na własne oczy, że nasze mięso jest zdrowe.

Ci jednak nie spieszą się z inspekcjami. Cały czas buszują między hakami i grają na zwłokę. Wiadomo już, że kontrole nie skończą się w tym miesiącu. Nieoficjalnie mówi się, że mogą potrwać aż do 6 grudnia.

A prawda jest taka, że Ukraińcy boją się naszej konkurencji. Bo czemu innemu miałyby służyć te gierki. Raz mówili, że zniosą embargo 20 maja. Nie zrobili tego, bo rzekomo szmuglujemy do nich nieprzebadane mięso. Bzdura.

Później, pod koniec sierpnia, zniesienie embarga obiecywał szef dyplomacji Borys Tarasiuk. Nic takiego się nie stało. Słowa nie dotrzymał nawet premier Ukrainy Wiktor Janukowycz. Nagabywany przez polskie władze powiedział we wrześniu, że kryzys zakończy w połowie października. A polscy producenci wciąż liczą straty.