Z raportu opublikowanego na stronach internetowych NIK-u wynika, że Poczta Polska pracuje coraz gorzej. I nie chodzi NIK-owi o ostatnie zamieszanie, związane ze strajkami pocztowców. A o normalne, codzienne funkcjonowanie tej instytucji, która ma u siebie bałagan i zatrudnia bez sensu zbyt wielu dyrektorów.

Według raportu, poczta doręcza na czas coraz mniej listów. Jeszcze dwa lata temu na 100 przesłanych korespondencji przeciętny listonosz spóźnił się tylko 9 razy. A pod koniec zeszłego roku - już 27 razy. Ale to jeszcze nic. Poczta coraz częściej gubi przesyłki. W 2005 roku zgubiła aż 20 tys. listów i ponad 9 tys. paczek. To o ponad połowę więcej niż rok wcześniej.

Tymczasem poczta zatrudnia coraz większą liczbę dyrektorów na najwyższych szczeblu kierowniczym. Po wyborach parlamentarnych na poczcie miała miejsce czystka i zdegradowano aż 451 kierowników. Ale jednocześnie powołano 790 nowych. Ten wzrost będzie kosztował pocztę dodatkowo 20 mln zł. Według NIK-u, to są pieniądze wyrzucone w błoto.