Marne pocieszenie. Zamiast płacić za abonament standardowy Telekomunikacji Polskiej 49,61 zł teraz, od stycznia zapłacisz 48,74 zł. Takie stawki ogłosił właśnie Urząd Komunikacji Elektronicznej, państwowy urząd czuwający m.in. nad cenami abonamentów i za połączenia, jakie każą nam płacić operatorzy stacjonarni i komórkowi.

Abonenci są zdruzgotani. Myśleli, że skoro operator od dawna zapowiada obniżki, to naprawdę zostanie im w kieszeniach kawałek grosza. A tu ledwie na najwyżej cztery kajzerki miesięcznie wystarczy.

Dlaczego tak mało staniało? Telekomunikacja tłumaczy, że więcej stawek zmniejszyć nie może, bo musiałaby dokładać do tego interesu. Co na to UKE? Nic nie może zrobić.

"Każda obniżka, nawet symboliczna, tak jak ma to miejsce w tym przypadku (…), jest przez prezesa UKE akceptowana, ponieważ jest korzystna dla klientów" - czytamy w specjalnym komunikacie rzecznika urzędu Jacka Strzałkowskiego. Czyli - musisz płacić, jeśli chcesz mieć telefon czy internet w TP.