Delegacja unijnych weterynarzy i ekspertów od rolnictwa dziś i jutro gościć będzie w Moskwie. Eksperci pojechali tam, by wytłumaczyć rosyjskim służbom weterynaryjnym, że produkowane w Europie mięso i wędliny wcale nie są złe. I nawet jeśli komuś nie smakują, to na pewno nie zagrożą niczyjemu zdrowiu ani życiu.

Rosyjski prezydent Władimir Putin zagroził wprowadzeniem od stycznia zakazu importu wszelkich mięs i wędlin, produkowanych w UE. Tłumaczy, że to konieczne, bo prawo obowiązujące we Wspólnocie jest tak złe, że wytwarzane w niej jedzenie może zaszkodzić obywatelom jego kraju.

Bruksela zdziwiła się takimi argumentami. Ale choć zdaniem wielu specjalistów na ich poparcie nie ma żadnych dowodów, to musi teraz się tłumaczyć. Mało tego, musi przekonać swych gospodarczych partnerów ze Wschodu, że nie mają racji. Bo jeśli nie zdoła tego zrobić, to z handlu mięsem z Rosją będą nici.

Co gorsza, poddając się Rosji i zgadzając na blokowanie swojej gospodarki, Unia pokaże, jak bardzo jest wobec imperium Putina bezsilna. A nie może sobie na to pozwolić, bo przecież ma z tym krajem negocjować warunki współpracy w zaopatrywaniu w gaz i ropę. Władze z Moskwy i Brukseli robią więc co mogą, by pokazać, kto jest silniejszy. Bo to silniejszy będzie dyktował warunki rozmów o energii.