Warszawska poczta już pracuje tak, jak przed strajkiem, czyli 24 godziny na dobę. Dlaczego? Bo prawdopdobnie strajkującym pocztowcom spodobały się propozycje dyrektora generalnego Poczty Polskiej Krzysztofa Niezgody. Wiadomo już, że szef Poczty zaproponował im podwyżki rządu 200 zł w największych miastach, 170 zł w średnich i 120 zł w pozostałych.

Prognozy na dzisiejsze rozmowy nie były jednak zbyt obiecujące. Pocztowcy od wielu dni są nieugięci i nie chcą zrezygnować ze swoich postulatów. Chcą, by minimalna płaca listonosza wynosiła 1300 zł i żądają 150-złotowych podwyżek dla wszystkich pracowników Poczty Polskiej. Dyrekcja mówi, że takich pieniędzy nie ma. 1300 zł miesięcznie może dać tylko listonoszom w dużych miastach, a w mniejszych jedynie 1200 zł. Obie strony dotychczas hardo obstawały przy swoim.

Jeśli dzisiejsze negocjacje się nie powiodą, trzeba będzie zatrudnić rządowego mediatora. Wiadomo już, że będzie nim psycholog z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Ale niestety, zatrudnienie psychologa wcale nie gwarantuje skrócenia strajku. Wprost przeciwnie. Będzie więcej papierkowej roboty i negocjacje się wydłużą.