Takie mamy prawo. Dziurawe, skomplikowane i niesprawiedliwe. W 1999 roku przeprowadziliśmy reformę emerytalną, która miała uchronić przed bankructwem Zakład Ubezpieczeń Społecznych (to on wypłaca emerytury). Ale twórcy reformy powiedzieli jasno: by ZUS nie zbankrutował, trzeba ograniczyć liczbę osób przechodzących na wcześniejszy odpoczynek. I to już od 2008 roku. A można to zrobić tylko za pomocą odpowiedniej ustawy, która musi być uchwalona do 2007 roku.

Tymczasem żadna taka ustawa nie powstała. Czy to oznacza, że m.in. kolejarze, górnicy czy nauczyciele będą mogli przechodzić na wcześniejszą emeryturę od 2008 roku? Nikt tego nie wie. Wiadomo tylko tyle, że jeśli na nią przejdą, ZUS może zbankrutować. Bo zakładowi po prostu nie starczy pieniędzy na wszystkie wypłaty. Według obliczeń organizacji gospodarczej PKPP Lewiatan oraz urzędników z Ministerstwa Pracy, potrzebnych byłoby wtedy dodatkowo 20 miliardów złotych w budżecie ZUS-u.

Jeśli nawet rządowi udałoby się napisać taką ustawę w przyszłym roku, to i tak nie ma powodów do radości. Choćby z tego powodu, że wielu ludzi liczyło na przejście na wcześniejszą emeryturę w 2008 roku, a ustawa tego zabroni.