Na razie bowiem produkcja zbóż, roślin rzepakowych czy kukurydzy nie nadąża za potrzebami rynku. W efekcie amerykańskie koncerny spożywcze już dziś muszą rywalizować z firmami paliwowymi o dostawy surowca, co podbija jego ceny. Na Giełdzie Towarowej w Chicago za pszenicę trzeba zapłacić o 55 proc. więcej niż w ubiegłym roku. O ponad 30 proc. droższa jest kukurydza.

Pierwsze sygnały nadchodzącej rewolucji i wzrostu cen żywności widoczne są też w Polsce. Kokosy na biopaliwach, wytwarzanych m.in. z rzepaku, zbóż, ziemniaków, chcą zbijać Lotos, Brasco (firma należąca do Aleksandra Gudzowatego) czy Elstar Oils, dotychczas producent oleju jadalnego.

"Myślę, że w perspektywie trzech lat nastąpi szybki rozwój rynku – mówi Tomasz Pelc, ekspert rynku z firmy Nexus Consultans. Na razie jednak są to tylko obietnice. Bo w Polsce, podobnie jak w innych krajach, za popytem nie nadąża rolnictwo.

"Jeśli nie nastąpi wzrost produkcji rzepaku, zmusi nas to do importu tego surowca, a wtedy cena oleju spożywczego musi pójść w górę" – twierdzi Rafał Wadlewski z Zakładów Tłuszczowych w Kruszwicy.