Władimir Putin dobrze wie, jak sprawić, by nawet tak potężne twory gospodarcze, jak Unia Europejska poczuły przed nim respekt. Kiedy nie wystarczy szantaż gazem, trzeba wytoczyć mocniejsze działa. Jak zakaz importu europejskiego mięsa. Pismo informujące o embargu na nie od stycznia wpłynęło właśnie do Komisji Europejskiej.

Dlaczego Rosjanie nie zamierzają importować żadnego mięsa ze Wspólnoty? Powód jest co najmniej dziwny. Jak wynika z pisma, które rosyjskie służby weterynaryjne wysłały do unijnego komisarza (cytuje je rosyjska "Niezawisimaja gazieta"), istnieje groźba zarażenia... pryszczycą. Ponoć Unia nie umie przestrzegać przepisów na tyle, by nasi wschodni sąsiedzi mieli stuprocentową pewność, że kupowane od niej produkty im nie zaszkodzą.

Unia na razie tego nie komentuje. A tymczasem świat obiega kolejna rewelacja: spotkanie szefów europejskich państw z Władimirem Putinem o tzw. bezpieczeństwie energetycznym odbędzie się, mimo że Polska jest mu przeciwna. Teoretycznie do takich rozmów potrzeba zgody wszystkich szefów państw wspólnoty, ale w praktyce okazuje się, że te przepisy da się obejść.

"Polskie weto to wewnętrzna unijna sprawa. Nie przeszkadza nam w rozmowach i dlatego spotkanie się odbędzie" - mówi Siergiej Ławrow, rosyjski minister spraw zagranicznych.

Wygląda na to, że nawet Unia zaczyna się bać państwa rządzonego twardą ręką Władimira Putina. A nasze weto staje się nieważne. Tak samo, jak w cień odchodzi walka o zniesienie przez Rosjan embarga na nasze mięsa. Bo teraz Unia już tak ochoczo popierać nas w niej nie będzie. Ma wszak poważniejszy, własny problem.