Przedstawiciele związku zawodowego listonoszy negocjowali z dyrekcją Poczty Polskiej warunki ich powrotu do pracy. Ale nie udało im się dogadać. Bo doręczyciele chcą podwyżek pensji, a ich szefowie mówią, że nie dadzą, bo nie mają z czego.

Listonosze domagają się co najmniej 50-procentowej podwyżki pensji. Dziś mają po mniej więcej tysiąc złotych na rękę, a od stycznia chcą mieć 1500 zł. Tymczasem dyrekcja zgadza się jedynie na 1100 zł i ani grosza więcej.

Co teraz? Związkowcy nie zamierzają ustąpić. Przeciwnie - z dnia na dzień są coraz bardziej stanowczy. Teraz domagają się już nie tylko większych pieniędzy czy lepszych warunków pracy, ale i zwolnienia dyrektora Poczty Polskiej Zbigniewa Niezgody.

"Od wielu miesięcy mówiliśmy mu, że jest źle, ale dyrektor w ogóle nas nie słuchał. Nie chcemy takiego szefa" - mówi Mirosław Dąbrowski z komitetu strajkowego. Lada dzień do premiera ma trafić wniosek o odwołanie szefa poczty ze stanowiska. Rozmowy trwają.