Co najmniej 280 dolarów za tysiąc metrów sześciennych rosyjskiego gazu zapłacimy od stycznia, podała właśnie rosyjska gazeta "Kommiersant". To o ok. 10 procent więcej niż dziś. O tyle samo więcej zapłacimy też za gaz dostarczany nam przez spółkę RosUkrEnergo, z którą Polska podpisała kontrakt kilka dni temu (stary wygasa z końcem roku).

Czyli czekają nas podwyżki cen. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, odpowiedzialne za dostawy gazu do naszych domów i fabryk, już szykuje nowe cenniki. Jeszcze przed końcem listopada do Urzędu Regulacji Energetyki, który musi zgodzić się na wszystkie zmiany cen za gaz czy prąd, trafić ma wniosek PGNiG o podwyżkę. Argument: drożejący gaz, który po 1 stycznia kupować będziemy od Rosji.

Niestety, podwyżki mogą być o wiele większe niż różnica w cenie kupowanego od wschodniego dostawcy gazu. Bo teraz na jego wartość wpływ będzie miało także to, co dzieje się na światowych giełdach. Jeśli ropa będzie drożeć, skoczą też stawki za gaz - tak jak teraz dzieje się w przypadku cen benzyny czy oleju napędowego.

Eksperci ostrzegają: już tej zimy nasze rachunki za ogrzewanie mogą skoczyć nawet o 20 procent! I, co najgorsze, jesteśmy wobec tych podwyżek kompletnie bezradni.