Szefowie 20 największych centralnych banków świata spotkali w Melbourne (Australia). Choć nie ma wśród nich przedstawicieli Narodowego Banku Polskiego, który decyduje o strategii naszych finansów, spotkanie będzie miało ogromny wpływ na kieszenie Polaków.

Jakim cudem? Ano takim, że na spotkaniu są też reprezentanci Europejskiego Banku Centralnego. A ten czuwa nad tym, co dzieje się w krajach płacących euro. Polska w strefie euro jeszcze nie jest, ale w tej walucie przede wszystkim dość często bierzemy kredyty.

A EBC chce w grudniu podnieść stopy procentowe. Przez to zmniejszy inflację w należących do niego państwach. A to oznacza, że euro zdrożeje, czyli więcej zapłacimy za raty kredytów spłacanych w tej walucie. Podwyżki należy spodziewać się jednak dopiero po Nowym Roku, bo dopiero wtedy banki zdążą zastosować się do zaleceń swej centrali. Muszą m.in. wcześniej wysłać pisma wszystkim klientom z informacjami o zmianie.

O ile oprocentowanie wzrośnie? Szczegóły nie są na razie znane, ale specjaliści w najczarniejszych scenariuszach zakładali, że euro może kosztować nawet 4,2 zł. Jeśli stanie się to faktem, do każdego dopłacimy po prawie 40 groszy! A to oznacza, że jeśli masz 100 euro raty, dołożysz do niej co miesiąc 40 zł.