To miłosierdzie ma oczywiście ekonomiczne podłoże. Zagraniczne elektrownie nie chcą walczyć w sądach o zwrot bezprawnie pobranego podatku, bo bardziej zależy im na tym, by mogły spokojnie w naszym kraju działać. I nic dziwnego, bo mają z tego o wiele więcej pieniędzy.

A było o krok od poważnego kryzysu. W styczniu Unia zabroniła pobierania podatku od tej energii, która niegdy nie trafia do odbiorców, bo zużywana jest po drodze z elektrowni do domu czy fabryki. Ale Ministerstwo Finansów nie spieszyło się z rezygnacją z nielegalnej akcyzy. I łupiło elektrownie nadal. Jedna z nich wreszcie skierowała sprawę do Komisji Europejskiej. I wygrała.

Unia Europejska uznała, że rząd nielegalnie zdziera akcyzę z zagranicznych koncernów energetycznych. Bo nie można obciążać lokalnymi podatkami firm, które legalnie rozliczają się z nich we Wspólnocie.

W Polsce działa kilkanaście zachodnich elektrowni zaopatrujących nas w ciepło czy prąd. W sumie ściągnięty od nich bezprawnie podatek od "nieistniejącej" energii to 2,5 mld zł.