Za euro płacimy dziś 24 grosze mniej niż jeszcze w styczniu. Teraz unijna waluta kosztuje, według kursu Narodowego Banku Polskiego, 3,8 zł, a na początku roku płaciliśmy za nią nawet 4,04 zł. Dolar jest wart 2,96 zł, a w styczniu kosztował 3,26 zł, czyli o 30 groszy więcej. Tanieje też frank szwajcarski, w którym mamy najwięcej kredytów, bo są zwykle najniżej oprocentowane. Szwajcarska waluta staniała z 2,48 do 2,35 zł, czyli o 13 groszy.

Ekonomiści są zgodni: będzie jeszcze taniej, bo złotówka staje się coraz mocniejsza, czyli coraz mniej płacimy za waluty obce. A to oznacza, że spadną nam raty kredytów w nich spłacanych. Wystarczy, że co miesiąc oddajemy do banku 100 dolarów, a już płacimy o 30 zł mniej niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Problem mają jedynie ci, którzy właśnie teraz starają się o kredyt, np. na mieszkanie, denominowany na którąś z tych walut. Bo najpierw złotówki, czyli kwota, którą chcemy pożyczyć jest przeliczana np. na dolary, a dopiero w dniu wypłaty kredytu - z powrotem na złotówki. Jeśli więc waluta staniała, może się okazać, że dostaniemy o wiele mniej, niż sobie wyliczyliśmy.