Po kieszeni dostanie ponad 1,5 miliona Polaków, którzy pracują na tak zwanym samozatrudnieniu. Na razie jeszcze płacą 19-proc. podatek liniowy, co oznacza że bez względu na to, czy zarobią 2 czy 6 tysięcy, zawsze oddadzą fiskusowi tylko 19 proc. dochodów. Płacą także niższe składki na ZUS. Ale po Nowym Roku ułatwienia mają zniknąć bezpowrotnie.

Pani minister zdecydowała, że ci, którzy wykonują usługi tylko dla jednego pracodawcy, pod jego kierownictwem i w czasie, który on wyznaczy, od stycznia nie będą już mogli korzystać z takich udogodnień. Zapłacą dużo więcej. Dla przykładu murarz, który zarobi w ciągu roku więcej niż 43 tysiące złotych, odda fiskusowi 30 lub 40 proc. podatku. Znacznie też wzrosną składki, jakie będzie musiał zapłacić w ZUS - wylicza "Fakt".

Zdaniem Andrzeja Sadowskiego, ekonomisty z Centrum im. Adama Smitha, to absurdalna decyzja, na której budżet zamiast zyskać, straci. Jego zdaniem podatnicy będą szukać sposobów na obejście przepisów i skończy się na tym, że zlikwidują swoje firmy i zaczną pracować na czarno.