Unijni politycy odtrąbili przyjęcie tej dyrektywy jako wielki sukces. Bo niby pogodzili interesy starej i nowej, postkomunistycznej Unii. Bzdura! "Starzy" wciąż będą robić kłopoty budowlańcom ze Wschodu, że ci nie wypełnili setek dokumentów rejestracyjnych. Dyrektywa bowiem nie zwalnia budowlańca z biurokratycznych obowiązków.

Polski chirurg nie będzie mógł założyć kliniki na Zachodzie. Dlaczego? Bo usługi zdrowotne zostały z dyrektywy usługowej wyłączone. A to oznacza, że jeśli nawet jakiś kraj pozwoli u siebie prowadzić taką działalność, to i tak trzeba będzie tam wystarać się o specjalne zezwolenie. Z dyrektywy zostały też wyłączone m.in. usługi agencji pracy tymczasowej, agencji ochrony oraz opieki nad dziećmi.

Żeby oddać sprawiedliwość, trzeba też powiedzieć, że jest w tej dyrektywie kilka dobrych zapisów. Jeden z nich nakazuje wszystkim krajom Unii stworzenie tzw. punktów pojedynczego kontaktu. Będą to miejsca, gdzie biznesmen będzie mógł zarejestrować firmę przy jednym okienku (bez ganiania po kilku urzędach).

Kolejna rzecz to swoboda wyboru formy prawnej, jaką chce prowadzić biznesmen za granicą. Bo do tej pory było tak, że gdy np. na Malcie Polak chciał założyć agencję nieruchomości, to musiał ją zarejestrować jako spółkę cywilną. Problem polegał na tym, że na Malcie spółki cywilne mogli zakładać tylko Maltańczycy...

Państwa Unii mają trzy lata na dostosowanie swojego prawa do wymogów dyrektywy.