Staliśmy się jednym z głównych bohaterów spotkania ambasadorów unijnych państw w Brukseli. Polska zasłynęła dziś z tego, że jako pierwsza postawiła weto dla negocjacji Unii z Rosją. Demonstrujemy przeciw temu, że mamy rozmawiać z kimś, kto bez pardonu i wyraźnego powodu zakazał nam importu mięsa i roślin, niszcząc wielu rolników i przedsiębiorców. I wciąż szantażuje zakręceniem kurka z gazem.

Jeszcze kilka godzin temu władze Unii usiłowały przekonać naszych reprezentantów, żeby wycofały protest. Bo na to, by Wspólnota mogła negocjować z Władimirem Putinem warunki współpracy, musi być zgoda wszystkich członków. Nikt nie spodziewał się jednak, że do naszego protestu przyłączy się inne państwo - wieczorem weto postawiła też Francja.

Negocjacje miały dotyczyć m.in. tzw. Europejskiej Karty Energetycznej. Chodzi o to, by Rosja nie mogła bezkarnie windować cen gazu czy ropy. Czy rozmowy dojdą do skutku? Wątpliwe. Tak samo jak wątpliwe jest to, że Putin pójdzie na warunki stawiane przez Unię. Już kilka tygodni temu w Lahti, na spotkaniu unijnych państw, kiedy miał rozmawiać o energii, pokłócił się i obrażony wrócił do domu.