Haczyków jest kilka. Pierwszy: odroczony termin spłaty tego, co wyjąłeś z karty. Wypłacasz do końca miesiąca, ale karta rozliczana jest dopiero w jakimś dniu przed końcem następnego. Musisz więc pamiętać dokładnie, kiedy i ile wydałeś, by się nie pomylić. Wystarczy kilka minut zwłoki (pieniądze muszą zaksięgować się na karcie przed północą dnia spłaty), a już naliczane masz karne odsetki, a te sięgają często 40 procent!

Drugi: różnie oprocentowane transakcje kartą. Jak płacisz nią w sklepie czy knajpie, bank naliczy Ci nawet dwa razy niższe odsetki, niż kiedy wypłacasz z niej gotówkę w bankomacie (np. 8 proc. i 17,5 proc.). Musisz więc pilnować się, by nie skusić się na łatwą, ale drogą gotówkę.

Trzeci: nie zawsze masz możliwość oddania wyjętych z karty pieniędzy w gotówce. Zdarza się, jeśli masz uruchomioną internetową obsługę konta, brakującą kwotę na karcie przelewasz nie jako np. 200 zł, ale... procent od tego, co wyjąłeś z karty. Skomplikowane? O to chodzi! Bo np. przez jeden miesiąc wypłaciłeś 1000 zł. Po pierwszym następnego - jeszcze 500. W dniu spłaty karty powinieneś oddać tylko 1000 zł, bo te 500 przechodzi na następny miesiąc. Ale jak wpiszesz 100 proc. spłaty oddasz od razu 1500 zł. Tysiąca równo nie wyliczysz (70 proc. to 1050 zł). Jak wpiszesz mniej, masz karne odsetki od tego, co zabrakło.

Czwarty: darmowe prowadzenie karty. Żadna karta kredytowa nie jest za darmo. Jeśli jakiś opłat nie ma, to jedynie przez kilka miesięcy, w czasie promocji. Potem znienacka bank każe Ci za nią płacić, bo tak zgodziłeś się w podpisanej umowie. A to dodatkowy koszt nawet 50 zł miesięcznie tylko za to, że taką kartę masz.

Jak Ci się nie podoba, możesz kartę zwrócić bankowi. Ale wtedy masz obowiązek natychmiast oddać bankowi wszystkie wypłacone z niej pieniądze. Jak nie, zapłacisz karne odsetki, a w końcu odwiedzi Cię komornik. Jeśli więc nie masz głowy do finansów, a naprawdę potrzebujesz pieniędzy, weź kredyt. Przynajmniej będziesz wiedział od razu, jaką dokładnie ratę masz zapłacić co miesiąc.