260 tysięcy osób, które dzisiaj mają jednoosobowe firmy, ale pracują dla innego, większego przedsiębiorstwa (np. dziennikarze, inżynierowie, bankowcy czy specjaliści świadczący usługi dla jednej tylko spółki) ma ogromny problem. Jeśli Sejm przyjmie nową wersję ustawy o PIT, stracą one prawo do rozliczania według jednej, 19-stopniowej skali przez cały rok.

Od stycznia dla fiskusa będzie nieważne, czy masz zarejestrowaną działalność gospodarczą czy nie. Ważne będzie, jak zarabiasz na życie. Jeśli okaże się, że co miesiąc masz stałe dochody z jednej, większej firmy - stracisz podatkowe przywileje. Bo jeśli masz nad sobą szefa, tak jak osoby zatrudnione normalnie na umowę o pracę, będziesz musiał rozliczać się z fiskusem tak samo, jak Twoi koledzy na etatach.

A to oznacza, że w zależności od tego, ile zarabiasz, oddasz do urzędu skarbowego haracz w wysokości 30, a nawet 40 proc. swoich zarobków. 30-procentowy podatek będą płacić wszyscy, mający wystawiane faktury na co najmniej 4500 zł miesięcznie. Najwyższy, 40-procentowy - ci, którzy dostają powyżej 8500 zł.

Co ciekawe, Ministerstwo Finansów wcale nie uważa, że krzywdzi najmniejszych przedsiębiorców. Przeciwnie - wprowadzenie nowych zasad naliczania PIT dla małych firm uważa za... ich ochronę. Zdaniem speców ze skarbówki, szefowie nie będą dzięki temu nakłaniać pracowników do zakładania własnej firmy, bo nie przekonają już nikogo, że bardziej mu się to opłaca. A zmusić do tego nikogo nie mogą. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o tych, którzy dostaną przez to po kieszeniach.