"Wszyscy piszą tylko o tym, że domagamy się podwyżek pensji, a to nieprawda. Nie jesteśmy bezdusznymi urzędnikami, którym zależy na nękaniu petentów. Chcemy, by ludzie przychodzili do nas z uśmiechem. Ale z czego mają się cieszyć, kiedy zmuszeni są tkwić w gąszczu skomplikowanych przepisów!" - nie kryje oburzenia Tomasz Ludwiński, szef NSZZ Pracowników Skarbowych. Dość ma tego, co wyprawiają kolejni ministrowie finansów.

"Te przepisy to jakaś paranoja. Łatwo je zmieniać na górze, ale nikt już nie myśli o tym, że to potem my mamy według nich naliczać ludziom podatki. Potem są awantury, bo przepisy nie są jednoznaczne. Jak długo jeszcze mamy to znosić?" - mówi Ludwiński.

Związkowcy zaczęli właśnie protest. Domagają się od minister finansów Zyty Gilowskiej obietnicy uproszczenia przepisów, zwiększenia liczby pracowników w urzędach i... podwyżek pensji o 5 procent. "Mało prawdopodobne, byśmy to wszystko dostali. Dlatego chcemy, by pani minister odeszła. Zrobiła miejsce dla kogoś, kto pomoże i nam, i podatnikom" - tłumaczy Ludwiński.

Na urzędach skarbowych i celnych wywieszane są flagi. 12 grudnia związkowcy wyjdą na ulice stolicy. Będą demonstrować przed Ministerstwem Finansów. A jak to nie pomoże, do akcji wkroczą celnicy, którzy także są pracownikami skarbówki. I uprzykrzą życie nam wszystkim, badając szczegółowo i niezwykle długo wszystkie nasze bagaże, sprowadzane do kraju rzeczy i auta, którymi będziemy przekraczać granice. "Nie poddamy się. Będziemy walczyć aż do skutku" - zapowiadają związkowcy.