Ten cud techniki to karty zbliżeniowe, które na Zachodzie już od wielu lat ludzie noszą w swoich portfelach. Dzięki nim szybko płacą drobne rachunki w sklepach czy barach. Plastikowy pieniądz nowej generacji działa tak samo jak Warszawska Karta Miejska, którą trzeba tylko przyłożyć do czytnika.

Nowa karta, żeby była tak wygodna, musi mieć wbudowany chip i specjalną antenkę. Dzięki niemu połączy się z terminalem, a ten otworzy bramę do naszego konta. I to właśnie sieć terminali jest teraz największym problemem. Bo bez nich karty będą bezużyteczne. A takich urządzeń na razie w Polsce nie ma.

Ale bankowcy są dobrej myśli. I obiecują, że w połowie przyszłego roku będzie można opłacać pierwsze rachunki właśnie kartami zbliżeniowymi. "Banki są przygotowane na wprowadzenia takich kart i zrobią to, jak tylko dostaniemy specjalne zezwolenia" - mówi dziennikowi.pl Remigiusz Kaszubski ze Związku Banków Polskich.

Pozostaje jeszcze pytanie, czy nowe karty będą bezpieczne. Bankowcy zapewniają, że można im ufać tak jak zwykłym kartom.

Ale na początku nie wszędzie będzie można płacić właśnie "zbliżeniówkami". Wszystko będzie zależało od tego, jak szybko sprzedawcy sklepów, restauracji, stacji benzynowych czy kin kupią specjalny terminal albo zapłacą za wgranie nowego oprogramowania. Ale im szybciej do nowego sposobu płacenia przekonają się klienci, tym prędzej podchwycą go i sprzedawcy.