Ukraińcy w marcu zakazali sprowadzania polskiego mięsa. Ich zdaniem część nielegalnie przemycana jest przez granice. Pokazywali też badania swoich służb weterynaryjnych, z których wynikało, że produkty z naszych zakładów mięsnych są podłej jakości, a ich zjedzenie może być groźne dla zdrowia.

Polscy inspektorzy mówią, że to bzdury. Ale nie ma sposobu, żeby znieść zakaz. Właśnie skończyły się dwudniowe rozmowy przedstawicieli polskich i ukraińskich władz weterynaryjnych. I nic.

Ukraińcy domagają się listy zakładów mięsnych, które będą im sprzedawać mięso, by mogli je zbadać. Polska już dawno taki spis dostarczyła, ale teraz okazało się, że jest w nim… za dużo firm.

"Dostaliśmy spis ok. 100 zakładów, a prosimy tylko o 15-20. Polska musi więc tę listę zmniejszyć" - mówi Anatolij Osadczy, rzecznik Państwowego Departamentu Weterynarii Ukrainy. "Poza tym to nie jedyny problem. Polscy celnicy przepuszczają przez granicę przemyt. I trzeba go ukrócić!"

Niezbitych dowodów na poparcie oskarżeń o przemyt Osadczy nie pokazał. Polskie władze mają znaleźć je sobie same… Następne spotkanie za kilka dni. Wątpliwe, żeby cokolwiek z niego wyniknęło.