Do tej pory obowiązywał przymus płacenia podatku za psa - średnio 40 zł rocznie. Wszędzie i bezwarunkowo. W mieście i na wsi. Teoretycznie, jak ktoś się ociągał, to gmina mogła mu przysolić karę. Teraz trochę się to zmieni. Jeśli w gminie nie ma problemu psich odchodów na trawnikach, to urzędnicy mogą podatek od psa znieść. Wcześniej nie mogli nawet kiwnąć palcem.

Ale Ministerstwo Finansów zauważyło ten absurd i zezwoliło gminom znosić podatki od psów. Zezwoliło, lecz nie nakazało. Pytanie zatem, czy wiejskie gminy nie będą chciały łatać swoich dziur w budżetach kosztem niczego nieświadomych posiadaczy czworonogów?

Jedno jest pewne. Ten podatek to bubel. I to nie tylko dlatego, że niektórzy go płacą, choć ich psy nie kosztują gmin ani grosza. Także prawnicy nie mają wątpliwości, że podatek to bubel, bo nie ma w prawie żadnego przepisu, który określałby, kim właściwie jest posiadacz psa. A jeśli prawo tego nie precyzuje (tak jak to jest w przypadku posiadacza samochodu czy nieruchomości), to nie można ściągać od niego podatków.