Dajemy w łapę za wszystko: wizytę u lekarza, załatwienie sprawy w urzędzie czy zdanie egzaminu. Dlaczego? Bo w Polsce nie da się nic załatwić bez łapówki. Bez żenady proponujemy pieniądze w zamian za szybsze czy bardziej przychylne załatwienie sprawy. Płacimy za niewystawianie mandatu. A urzędnicy, lekarze, egzaminatorzy, policjanci czy profesorowie biorą bez najmniejszego mrugnięcia okiem.

Ile dajemy w łapę? Dziennik.pl przeprowadził śledztwo. Okazuje się, że kwoty, jakie wręczamy po cichu w kopertach, mogą być iście oszałamiające! Za przyjęcie pociechy na oblegany kierunek studiów dajemy nawet 20 tysięcy złotych! Często decydujemy się na kredyt, byle tylko zapewnić dziecku dobrze płatną pracę w przyszłości.

Nawet po 200 złotych płacimy za zapisanie na wizytę do państwowego lekarza. Inaczej moglibyśmy jej po prostu nie doczekać. Bo gdybyśmy chcieli zarezerwować pierwszy "darmowy" wolny termin, musielibyśmy uzbroić się w cierpliwość na co najmniej kilka miesięcy.

Proponujemy też pieniądze za niewypisanie przez policjanta mandatu - najmniej 50 złotych. A na przykład za zapisanie dziecka do przedszkola zapłacimy już 200-300 złotych.

Nie można się zatem dziwić, że przez Transparency International - międzynarodową organizację walczącą z korupcją - zostaliśmy uznani za najbardziej łapówkarski kraj Europy! To wstyd na cały świat! I nie uratuje nam twarzy nawet fakt, że w tym roku jesteśmy na 61. miejscu światowego rankingu państw najskuteczniej walczących z korupcją, a dwa lata temu byliśmy na 70. pozycji. Ten awans nie dodaje nam jednak ani odrobiny chwały...