Grzegorz Olech mieszka w Olsztynie. Jest informatykiem i pracuje w prywatnej wyższej uczelni. Za to co miesiąc na jego konto wpływa 1038 zł. Tymczasem jego kolega po fachu z Poznania Maciej Nowak w firmie projektowej zarabia około 2,5 tysiąca. Podobnie jest z innymi, którzy mieli nieszczęście urodzić się w niewłaściwym miejscu.

Potwierdzają to twarde dane. Według Głównego Urzędu Statystycznego przeciętne wynagrodzenie np. w województwie pomorskim to 1758 zł na rękę, a w Podkarpackim - 1446 zł.

Skąd te różnice? Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum Adama Smitha, nie ma wątpliwości. "Wszystko przez centralne sterowanie" - mówi bez ogródek. Pieniądze dzielone w Warszawie nie wpływają na rozwój biedniejszych regionów, które dostają fundusze na szarym końcu. Jednak politycy pozostają głusi na argumenty ekonomistów i wolą dzielić pieniądze. I polską biedę.