A miało być tak pięknie. Na wielkim, nowoczesnym lotnisku mieliśmy być odprawiani od ręki. Nie stalibyśmy w kolejkach do kas ani nie czekali po kilkadziesiąt minut na uzyskanie niezbędnej informacji. A do tego wszystko w pięknych, przestronnych pomieszczeniach. Ale z tego nici. Bo minister uznał, że nowy port nie jest nam do niczego potrzebny.

To zupełnie nieodpowiedzialne. Bo przez rezygnację z budowy nowego portu tracimy szansę na niższe ceny biletów. Przy nowym lotnisku byłoby to możliwe, bo pomieściłoby wielkie maszyny tanich linii lotniczych, które już szykowały się do wejścia na nasz rynek. Ceny, które oferowały, były o wiele niższe od LOT-owskich.

Jaki jest powód tej wielce "odpowiedzialnej" decyzji? Minister transportu uznał, że Polacy po prostu za mało latają. Ciekawe tylko, dlaczego nikt nie zapytał nas: dlaczego. A odpowiedź jest prosta - bo nas na latanie nie stać. I w ten sposób kółko się zamyka. Bo bez nowego portu nie mamy szans na nowych przewoźników, a przez to na niższe ceny. I jak do tej pory nie było nas stać na latanie, tak jeszcze długo nie będzie.

Dlatego, jeśli chcemy polecieć do ciepłego kraju na wakacje, tłuczemy się najpierw na lotnisko, np. w Berlinie, zamiast pojechać na Okęcie. Bo z Niemiec polecimy o wiele taniej niż z Polski.

Rządowi spece mają to jednak w nosie. Ich stać na podniebne wojaże, nawet w przedziałach pierwszej klasy. Zresztą świat często zwiedzają służbowo, za pieniądze z naszych podatków. Może więc należałoby wziąć się za obniżki cen na naszych lotniskach, zamiast jeszcze bardziej utrudniać nam życie.