Sprzedawcy robią co mogą, byle wepchnąć nam swój towar. A nic tak nie sprzyja zakupom jak piękna woń kojarząca się z kupowanym produktem. I tak na stoiskach z chlebem pachnie pieczonymi bułeczkami, od cytrusów aż bije woń mandarynek, pomarańczy czy cytryn. Meble kuszą aromatem świeżo ciętego drewna czy dobrze wyprawionej skóry. Od razu ma się wrażenie, że oglądamy towar luksusowy i najwyższej jakości, choćby był zwykłym, starym bublem.

I nic dziwnego, bo te wszystkie zapachy są... sztuczne! Wpuszczane są do sklepów specjalnie, by omamić klienta. To trochę tak, jakbyśmy sobie spryskali mieszkanie odświeżaczem powietrza. W lesie niby nie jesteśmy, ale pachnie wokół sosną.

Moda na rozpylanie zapachów w sklepach przyszła z Zachodu. Tam sprzedaż natychmiast wzrosła dzięki nim o nawet 30 procent! Miłą woń rozpyla się często, by ukryć, że towar jest nie pierwszej świeżości albo po prostu - tandetny.

W polskich sklepach ta metoda staje się coraz popularniejsza. Zakup specjalnego urządzenia do rozpylania zapachu to 700-1500 zł. Wystarcza to na dwa miesiące.

"Zgłaszają się do nas sklepy meblowe, odzieżowe, kawiarnie. Interes kwitnie" - cieszy się Łukasz Macioła z Sell Support - firmy, która sprzedaje zapachy sklepom.

Dla klienta rada jest tylko jedna: nie daj się zwieść. Dokładnie obejrzyj to, co kupujesz. Bo reklamacji nikt Ci nie uwzględni, tylko dlatego że przy kupowaniu dana rzecz ładnie pachniała.