Pieniądz nie śmierdzi, nawet gdy ze smrodu jest robiony. Najlepiej wiedzą to spece z polsko-brytyjskiej spółki ENER-G Polska, którzy na wysypisku śmieci w Legnicy wybudowali elektrownię. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że prąd produkowany będzie z trującego metanu, jaki sam wytwarza się z gnijących odpadków.

W sterty śmieci wkopano głębokie studnie. W nich gromadzi się trujący gaz, który później ze studni rurociągami tłoczony jest do elektrowni. Tam napędza turbiny, które produkują prąd. Prąd popłynie do zakładu energetycznego, a ten już roześle go dalej do domów w Legnicy i okolicach. Jest go tak dużo, że ma wystarczyć dla dwóch tysięcy rodzin.

Czy taki prąd będzie tańszy? Niestety, tego nikt na razie nie zdradza. Ale wiadomo już, że część pieniędzy z jego sprzedaży będzie oddawana gminie, bo do niej należy wysypisko. Dzięki temu będą fundusze na budowę nowych dróg, przedszkoli czy pomoc najbiedniejszym. I jeszcze jedna zaleta. Jak zapowiada ENER-G, tak wytwarzanego prądu nie może zabraknąć, bo - jak pokazują statystyki - wyrzucamy coraz więcej śmieci. Tylko na legnickie wysypisko trafia ich tam ok. 82 tysięcy ton rocznie, a to o kilka tysięcy ton więcej niż np. 10 lat temu.

Interes musi być opłacalny, bo w Ełku podobną elektrownię "śmieciową" chcą postawić Duńczycy.