"Najwięcej projektów pochodzi z Wielkiej Brytanii, USA, Japonii i Niemiec. Wiele z nich, między innymi budowa fabryk mających produkować elektronikę, jest w toku. Umowy mają zostać podpisane jeszcze w tym roku" - mówi Andrzej Kaczmarek, wiceminister gospodarki.

Japończycy, Brytyjczycy, Koreańczycy, Niemcy i Amerykanie lgną do Polski. Wszyscy chcą u nas inwestować swoje pieniądze. Stawiają fabryki, w których produkują sprzęt elektroniczny, gospodarstwa domowego, samochody. Coraz częściej szyją też ubrania, bo nasze szwaczki nie mają sobie równych w Europie. Z roku na rok jest coraz lepiej. W ubiegłym roku wielkie zachodnie koncerny przyniosły do Polski majątek wart niecałe 5 miliardów dolarów (15 miliardów złotych). W tym roku tyle zainwestowali ledwie do lipca. Jesień i zima szykują się równie bogate.

Co to dla nas, zwykłych zjadaczy chleba, oznacza? Ano to, że jak powstaną fabryki, będzie więcej miejsc pracy. Bo z tego, co państwo zarabia na zagranicznych inwestycjach, przeciętny Kowalski nie dostanie ani grosza. Pieniądze z zysków pójdą do bezdennego Skarbu Państwa.