Z danych Bureau for Investments and Economic Cycles (w skrócie BIEC), poważnej instytucji przygotowującej raporty o tym, co dzieje się na rynkach gospodarczych, wynika, że będzie coraz lepiej. "Coraz mniej bezrobotnych napływa do urzędów pracy, we wrześniu bezrobocie spadło z 15,5 do 15,2 procenta i będzie nadal malało" - tłumaczy Robert Pater, ekonomista BIEC.

Jak to możliwe? Ano tak, że przedsiębiorcy zatrudniają coraz więcej absolwentów szkół, bo mogą zapłacić im o wiele mniej niż doświadczonym pracownikom. A poza tym sami coraz skuteczniej szukamy zatrudnienia. Najczęściej - niestety - za granicą albo na czarno. Bo wtedy, co prawda, nie mamy ubezpieczenia, ale więcej zostaje w naszej własnej kieszeni.

Nie oznacza to jednak wcale, że nagle przybędzie budowlańców, barmanek, kelnerów, kucharzy czy pracowników hotelowych, o których biją się dziś pracodawcy. Będzie ich brakować nadal, bo ci, którzy w tych branżach pracowali, po prostu uciekli z kraju. I nie ma się czemu dziwić, bo np. w Anglii zarobią kilka razy więcej za taką samą ciężką pracę, jak u nas.

Prognozy, iż bezrobotnych ubywa, wcale nie są więc takie wesołe, jakbyśmy mogli się spodziewać. Bo cieszyć można się tylko wtedy, gdy jest praca za godziwe pieniądze. A nie byle jaka i za marne grosze...