Skoda jako pierwsza ogłosiła oficjalnie, że w przypadku awarii auta spowodowanej złym paliwem będzie odbierać gwarancję. I uszkodzony silnik będziesz naprawiać za własne pieniądze. Dlaczego?

Od nowego roku na stacjach benzynowych można będzie kupić olej napędowy z dodatkiem składników roślinnych, czyli tzw. biopaliwo. To wymóg Unii Europejskiej. Tyle że w każdym innym kraju wspólnoty, naturalnych olejów, np. rzepakowych, będzie w paliwie najwyżej 5 procent. Takie stężenie nie szkodzi silnikom. Ale w Polsce będzie więcej - aż 20 procent.

Skoda odgraża się, że w przypadku awarii silnika i odkrycia w nim resztek biopaliwa nie będzie za darmo naprawiać auta, choćby miało gwarancję. Także General Motors (opel, saab, chevrolet) może odmówić serwisu gwarancyjnego. Wojciech Osoś z biura prasowego GM ostrzega: "Nasze samochody spełniają normy europejskie, jeżeli paliwo ich nie spełnia to może zostać utracona gwarancja. Wyjątkiem są samochody takie jak np. Saab BioPower, które mają silniki przystosowane do bioetanolu (paliwo z dodatkiem alkoholu). Nie mamy aktualnie w ofercie samochodu przystosowanego do jazdy na dieslu z 20 proc. dodatkiem biokomponentów".

Nad podobnymi restrykcjami zastanawiają się też pozostałe firmy samochodowe. Obawiają się, że zbyt dużo biododatków w paliwie po prostu zaszkodzi ich nowoczesnym silnikom. Ale na nic lamenty kierowców. Na nic ostrzeżenia producentów. Rząd twardo obstaje przy swoim i chce nam zafundować w dystrybutorach olej prawie jadalny zamiast napędowego. Starym autom on nie zaszkodzi, ale dla nowych samochodów jest jak wyrok - diesel po dłuższej jeździe będzie się nadawał tylko do wymiany.

Jedyna dobra wiadomość jest taka, że biopaliwo będzie sprzedawane w specjalnie oznakowanych dystrybutorach. A normalna ropa nie zniknie ze stacji. Pytanie tylko: po co robić to całe zamieszanie, skoro i tak nikt na tym nie skorzysta, bo ekologiczna ropa wedle polskich norm po prostu nie nadaje się do jeżdżenia?