Bimbrownicy śmieją się w kułak z fiskusa. Niby już dziś powinni płacić jakieś podatki od pędzenia, ale nikt tego nie przestrzega. Niemal w każdym wiejskim domu w Bułgarii stoi chłodnica, butla z gazem i naczynia z zacierem. Mało tego. Choć samogonu nie można legalnie sprzedawać, ich 40-procentową rakiję kupimy praktycznie wszędzie. Trunkiem handluje się masowo na każdym bazarze.

Dlatego pomysł rządu bardziej rozśmieszył Bułgarów niż przestraszył. A politycy wymyślili sobie, że jedna rodzina nie powinna produkować więcej niż 30 litrów bimbru rocznie. Jeśli się zmieści w tym limicie, to za każdy litr zapłaci "tylko" równowartość 4,4 zł. A jeśli się nie zmieści, to za każdy dodatkowy zapłaci dwa razy wyższy podatek.

Aż trudno sobie wyobrazić, że Bułgarzy podporządkują się nowym przepisom. Bo produkowana tam od wieków ze śliwek i winogron rakija to narodowy rarytas. I świętość. A świętości nie szarga się jakimiś tam podatkami.