Takiej walki w światowej gospodarce dawno nie było. Rosyjscy potentaci na rynku paliw Rosnieft i Kazmunajgaz jak lwy bronią Rafinerii Możejki. Robią wszystko, by nie dostała się w ręce PKN Orlen.

Wojna jest coraz brutalniejsza. I brudniejsza. Skoro Polacy nie ugięli się przed widmem windowania ceny za Możejki ani nie przestraszyli się ogromnych strat, jakie powstały po pożarze rafinerii, wycenionych aż na 48 mln dolarów, Rosjanie sięgnęli po brutalniejsze środki. Zaczęli naciskać na władze Jukosu, właściciela Możejek, by wycofał się z planu sprzedaży ich Polakom.

A nic tak dobrze nie robi, jak skandal. Rosjanie narobili więc wielkiego zamieszania wokół władz Jukosu. Gazeta "Wiedomosti" donosi właśnie, że w niedzielę dyrektor generalny rafinerii Paul Nelson English straci stołek. To ma być kara za to, że nieczystymi zagrywkami umożliwił PKN Orlen kupno zakładu na preferencyjnych warunkach. Że potajemnie prowadził z naszą firmą rozmowy. Czy coś obiecywał? Jak zaszkodził Jukosowi? To już jest nieważne. Ważne, że teraz pisze się o nim, jak o tym złym, który odsprzedaje narodowy majątek obcym.

"Wiedomosti" piszą dalej, że władze Jukosu tak bardzo się tego przestraszyły, że coraz poważniej myślą o zerwaniu paktu z Polakami i nie sprzedawaniu im rafinerii na Litwie. Jeśli to prawda, PKN Orlen, choćby bardzo chciał, Możejek kupić nie będzie mógł.

"Stanowczo dementujemy. Nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy mieli kupić Możejki i cały czas bardzo zależy nam na tej transakcji. To co piszą <Wiedomosti> to spekulacje bez pokrycia" - mówi Paweł Poręba z biura prasowego PKN Orlen.