Była wielka akcja zachęcająca ludzi, by zapisywali się do Otwartych Funduszy Emerytalnych, czyli prywatnych firm, które na stare lata miały, obok ZUS, wypłacać emerytury. Mieliśmy żyć dostatnio aż do śmierci. Ale teraz okazuje się, że ci, którzy ochoczo wybrali OFE, nie przejdą na wcześniejsze emerytury.

Zamiast wizji szczęśliwego życia bez pracy, jest wielki lament. Okazało się bowiem, że jednym z warunków przejścia na wcześniejszą emeryturę jest... niezapisanie się do OFE. Dotyczy to osób urodzonych między 1949 a 1968 rokiem. O tym, że dając się zwerbować prywatnej firmie, zablokowały sobie drogę do wcześniejszej emerytury, mieli informować je agenci funduszy. Ale tego nie robili, bo za każdą złowioną duszę dostawali prowizję.

Afera wyszła na jaw dopiero, kiedy ZUS zaczął odmawiać wypłacania wcześniejszych świadczeń. Sprawą zajął się resort pracy, odpowiedzialny za przepisy emerytalne. Ministerialni spece piorunem stworzyli nową ustawę. Ma ona umożliwić szybki powrót do ZUS wszystkim, którzy od stycznia chcą przechodzić na wcześniejsze świadczenia.

Zmienionymi przepisami w przyszłym tygodniu zajmie się rząd. Potem od razu Sejm. Ale już wiadomo, że poprawiona ustawa, która ma wejść w życie od 1 stycznia, nie rozwiąże wszystkich problemów. Należąc do OFE, nie masz szansy zostać wcześniejszym emerytem od nowego roku tak czy inaczej. Bo musiałbyś najpierw złożyć wniosek o powrót do ZUS. Dopiero, kiedy zostanie rozpatrzony, ZUS da ci emeryturę. A to potrwa wiele tygodni.

Konieczny jest więc jeszcze jeden przepis, który określi jasno: jak postępować wobec tych, którzy od 1 stycznia wcześniejszych emerytur mieć nie będą, choć teoretycznie już by mogli. Czyli: kto przez czas, kiedy dokumenty spracowanych, skołowanych biurokracją ludzi krążyć będą od biurka do biurka, ma im wypłacać świadczenia.