Przed wojskowymi otworzył się sezam z pieniędzmi. Sztabowcom nawet do głowy nie przyszło, że mogą dostać z budżetu w przyszłym roku 20 milardów złotych, z czego aż cztery miliardy na uzbrojenie. Ucieszeni już zapowiedzieli, że zostawią je w krajowych firmach zbrojeniowych.

Ale może być z tym kłopot, a nawet otwarta wojna z Brukselą. Polska podpisała kilka miesięcy temu międzynarodowe porozumienie, zgodnie z którym do wszystkich przetargów wojskowych powyżej miliona euro trzeba dopuścić firmy z krajów UE. A 4 mld zł to łakomy kąsek, choćby dla międzynarodowych koncernów BEA System, który chce nam sprzedać najnowsze rakiety, czy Eurocoptera, który ubiega się o kontrakt na nowe śmigłowce.

Już jednak wiadomo, że kasa MON zacznie błyskawicznie pustoszeć, bo jest na co wydawać. Pierwsze pieniądze pójdą na spłatę ośmiu samolotów F-16, które wylądują w Polsce do końca tego roku. Będzie to kosztowało 1,4 mld złotych, w tym aż 940 mln na opłacenie samego podatku VAT.

Wojskowi dostaną też kilkadziesiąt nowych transporterów Rosomak (w sumie 690 pojazdów w różnych wersjach ma kosztować prawie 5 mld zł do 2010 r.). Ponad 100 mln pójdzie na zakup szwedzkich rakiet okrętowych produkcji Saaba. Armia otrzyma również kierowane pociski przeciwpancerne Spike. Przesądzony wydaje się zakup 48 samobieżnych armatohaubic Krab z Huty Stalowa Wola - pisze "Rzeczpospolita".