Takie deklaracje złożył wiceminister pracy Kazimierz Kuberski. Na razie nie wiadomo jednak, kto będzie się mógł starać o pozwolenie na pracę w Polsce i na jakich zasadach będzie pracował. Na pewno nie będą do nas mogli przyjechać wszyscy, którzy chcą - tłumaczą urzędnicy.

Minister Kuberski nie boi się zalewu taniej siły roboczej, bo - jak tłumaczy - nie mieliśmy takiego problemu z Ukraińcami. Problem w tym jednak, że nasi wschodni sąsiedzi najpierw długo czekali na jakiekolwiek decyzje rządu, a potem kiedy już zapadły, skończył się okres prac sezonowych, kiedy tradycyjnie jest największe zapotrzebowanie na tanią siłę roboczą. Teraz urzędnicy obiecują, że wprowadzą dodatkowe ułatwienia dla Ukraińców, żeby ich zachęcić do pracy w Polsce.

Pomysł otwarcia rynku pracy dla cudzoziemców popierają także ekonomiści i pracodawcy. Przedsiębiorcy, głównie z branży budowlanej, bezskutecznie szukają rąk do pracy. Nasi fachowcy wyruszyli za chlebem do Anglii, Irlandii i Hiszpanii, gdzie zarabiają dwa albo trzy razy więcej, trzeba więc szukać kogoś w zastępstwie - tłumaczą pracodawcy. Nowa siła to dodatkowy impuls dla gospodarki - dodają ekonomiści.

Rumuni i Bułgarzy będą mogli bez przeszkód pracować w Szwecji i Estonii. Stop fali emigracji mówią natomiast Brytyjczycy i Irlandczycy. Wielka Brytania zapowiedziała już, że wyda najwyżej 20 tysięcy pozwoleń na pracę dla obywateli nowych państw. Irlandia być może wprowadzi okres przejściowy. Z badań wynika bowiem, że większość wyspiarzy ma już dość imigrantów.