Dotychczas wyglądało to tak. Starostwo lub ministerstwo ogłaszało, że musi wyremontować np. swój gmach. Jeśli to zlecenie przekraczało kwotę 6 tys. Euro (22 tys zł) to urząd musiał ogłosić konkurs na znalezienie wykonawcy. I tu zaczynały się schody dla małych firm. Po pierwsze, "mali" musieli zapłacić wysokie wadium - czyli wpłacić dużo gotówki na konto urzędu, by pokazać, że są firmami wypłacalnymi. Po drugie, musieli przejść papierkową gehennę związaną z konkretnym przetargiem (dostarczyć referencje, zaświadczenia z ZUS, urzędu skarbowego, banku itd.). A na to mogły pozwolić sobie dotychczas tylko duże i bogate firmy.

Teraz się to zmieni. Państwowe przetargi będą organizowane tylko wtedy, gdy kwota zlecanej przez urząd usługi przekroczy 14 tys. euro (54 tys. zł.). A to oznacza, że "mali" będą walczyć o małe państwowe zlecenia bez biurokratycznych i kosztownych procedur konkursowych. Żeby nie dochodziło do korupcji, każde małe zlecenie (czyli te do 14 tys. euro) będzie ogłaszane na stronie internetowej Urzędu Zamówień Publicznych. Pod ogłoszeniem pojawi się też lista wszystkich chętnych do wykonania zlecenia oraz uzasadnienie dlaczego ten, a nie inny przedsiębiorca został wybrany do jego realizacji.

Nowe prawo o zamówieniach publicznych przyjął dziś rząd. Teraz ustawa powędruje do Sejmu, gdzie posłowie zajmą się ewentualnymi poprawkami. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, nowe prawo wejdzie już w przyszłym roku.