Rosja spełniła swe największe groźby - podniosła ceny gazu o połowę. Pierwsza kupiła go właśnie po wyższych stawkach Ukraina - z 95 dolarów za tysiąc metrów sześciennych, od stycznia płacić będzie aż 130 - poinformował ambasador Rosji na Ukrainie Wiktor Czernomyrdin.

Ale problem w tym, że przez to my też za gaz zapłacimy więcej. Bo Ukraina sprzedaje ten rosyjski surowiec nam. Na razie nie wiadomo, po jakich stawkach go kupimy. Z rosyjsko-ukraińską spółką RosUkrEnergo negocjujemy od wielu tygodni kontrakt na przyszły rok.

Władimir Putin ma powód do dumy. Pokazał, że trzyma w szachu całą Europę i każdemu może dyktować swe warunki. Ukraina broniła się przed podwyżkami jak lew. Ale kiedy Rosja dała jej do wyboru: odetniemy gaz albo zapłacicie za niego więcej, zgodziła się na wyższe ceny.

Polska też się zgodzi na podwyżkę, bo nie ma innego dostawcy, który tak jak RosUkrEnergo pompowałby nam wielką rurą 19 procent zużywanego w naszym kraju gazu. Gdybyśmy zerwali z nią współpracę, bez gazu zostałyby dwa miliony naszych domów i fabryk. A na to nikt zgodzić się nie może.