Stare, skorodowane rury Rafinerii Możejki na Litwie od lat prosiły się o remont. Ale go nie robiono, bo ponoć brakowało pieniędzy. I nagle, kiedy znalazł się kupiec - PKN Orlen, prace ruszyły pełną parą.

Robota paliła się w rękach specom od naprawiania starej instalacji. Dosłownie, bo nie zorientowali się nawet, że przez ich nadgorliwość rafineria stanęła w płomieniach. Taką wersję wydarzeń ogłosił właśnie prezydent Litwy Vytas Navickas.

Ale to na razie wstępne ustalenia. Komisja składająca się m.in. z prokuratorów, strażaków i przedstawicieli rządu Litwy dzień i noc pracuje na pogorzelisku szukając dowodów, że było to podpalenie. Bo ta wersja nadal jest najbardziej prawdopodobna.

Jak już pisaliśmy, powodów do podpalenia rafinerii nie brakuje. Po pierwsze: po pożarze koszty remontu pokryłby ubezpieczyciel. Po drugie: Rosjanie sprzeciwiali się kupieniu rafinerii przez polski koncern. Gdyby tak się stało, straciliby część rynku, bo wtedy kupowalibyśmy od nich mniej ropy, mając własną.

Jak było naprawdę? Ta zagadka ostatecznie powinna zostać rozwiązana 1 grudnia, kiedy to świat ma poznać szczegółowy raport śledczych o przyczynach pożaru w Możejkach.