A jeszcze kilka dni temu szefowie Fischer Air Polska - przewoźnika lotniczego wynajmującego czartery biurom podróży, głównie Open Travel, które zbankrutowało - zapewniali, że wszystko jest w porządku! Mówili o tajemniczym inwestorze z Europy, który w tym tygodniu miał sypnąć tak wielkim groszem, że firmie spokojnie starczyłoby na działalność.

Ledwie to powiedzieli, a od razu... zawiesili działalność. Jak piszą na swej stronie internetowej, tylko na cztery dni. Od 9 do 13 października ich czartery nie latały, bo... nie było zamówień z biur podróży. I nic dziwnego, bo żadne biuro nie chciało skandalu, jaki wybuchł z Open Travel, które zostawiło na pastwę losu ponad 1000 turystów w różnych częściach świata.

Jakby tego było mało, na początku października spółka Cash Flow z Dąbrowy Górniczej przysłała nagle pismo, iż właśnie przejęła 85 proc. udziałów Fischer Air Polska wartych ponad 1 mln zł. Okazało się, że przewoźnik ręczył swym majątkiem za pożyczkę 850 tys. zł, którą zaciągnęły w banku "Podróże Tv". I nie spłaciły. A w dodatku - padły. Jedyną wypłacalną jeszcze firmą był więc przewoźnik mający dwa samoloty.

Po tym ciosie Fischer Air Polska już się nie podniósł. Dobrze, że chociaż nie zostawił na lodzie żadnych turystów.