Autostrady budują u nas prywatne firmy. Rządzącym się nie chce, bo jest z tym za dużo zachodu. Trzeba "wychodzić się" za funduszami unijnymi, nakłócić z właścicielami działek, którzy nie chcą ich tanio sprzedawać pod autostrady, przygotować plany inwestycji itd. Po co się tak mordować - kombinują politycy - skoro można ogłosić przetarg i zrobi to prywaciarz.

Taki jest, niestety, tok myślenia naszych polityków. Niestety, bo firma, która buduje autostradę, w przeciwieństwie do państwa, nie robi tego dla wygody obywateli, lecz dla zysku. I tak na przykład Jan Kulczyk, który jest właścicielem firmy Autostrada Wielkopolska SA, żąda od kierowców aż 33 zł za przejazd krótkim odcinkiem A2 z Konina do Nowego Tomyśla - czytamy w DZIENNIKU.

Według profesora Włodzimierza Rydzkowskiego, specjalisty od transportu z Uniwersytetu Gdańskiego, jeśli autostrada A2 zostanie dokończona również przez prywatne firmy (a na to wygląda), to przejazd 450 km z Warszawy do Świecka będzie kosztował kierowców około 100 zł.

Polskie autostrady są więc jednymi z najdroższych w Europie. Nawet Włochy, które uchodzą za kraj z wysokimi opłatami za przejazdy, są tańsze. Pokonanie jednego kilometra z Rzymu do Neapolu kosztuje tam średnio 19 groszy. A u nas jeden kilometr na trasie Konin - Nowy Tomyśl to koszt rzędu aż 24 groszy.

Taniej niż w Polsce jest też wszędzie tam, gdzie są opłaty winietowe (czyli opłaty za używanie autostrad przez określony czas). Na przykład na Słowacji za tydzień jazdy po autostradach płaci się 26 zł.