Podwyżkę potwierdził minister gospodarki Piotr Woźniak. Powiedział, że pożar w Możejkach na pewno wpłynie niekorzystnie na nasz rynek paliwowy. A łódzka firma Refleks, która bada ten rynek, przewiduje, że ceny w ciągu kilku dni, może tygodni, dorównają cenom benzyny (czyli przeskoczą grubo ponad 4 złote za litr).

Olej systematycznie drożeje już od kilku tygodni, bo Polska ma kłopoty z zapasami. Nie mogliśmy ich uzupełnić ściągając surowiec z zagranicy, bo pech chciał, że duże rafinerie w Czechach, Niemczech i na Białorusi są teraz remontowane. Pożar w Możejkach tylko pogorszył sytuację.

Wygląda na to, że interes, który miała zrobić Polska na przejęciu Możejek, będzie nas słono kosztował. Także dlatego, że nasz narodowy koncern paliwowy PKN Orlen może teraz stracić grube miliony. Zobowiązał się bowiem, że kupi Możejki za niemal 2,5 miliarda dolarów. Tyle że pożar skutecznie obniży wartość tej rafinerii. Już dzisiaj wstrzymano handel akcjami Możejek na litewskiej giełdzie papierów wartościowych.