Amerykanie chcieli wyłożyć na inwestycję 5 miliardów dolarów. Korzyści miały być obustronne. Amerykańcy nafciarze mieliby zyski z budowy i przesyłu ropy, my - wreszcie szansę na uniezależnienie się od Rosjan. Ale na tym nie koniec. Kazachska ropa byłaby przerabiana przez polskie rafinerie, na czym zarobiliby i nasi nafciarze, i my sami, bo tańsza ropa przełożyłaby się także na ceny benzyny.

Amerykanom bardzo zależało na tym, by rurociągiem Odessa-Brody popłynęła kazachska ropa, która jest dzierżawiona właśnie przez ich koncerny naftowe. To właśnie w ich imieniu wystąpił Lawrence Eagleburg, były sekretarz stanu USA z ekipy George'a Busha. Na propozycji się jednak skończyło, bo nasz rząd przez kilka miesięcy nie odpowiedział na pismo. Dlaczego? Bo wolimy budować własnymi siłami - pisze "Życie Warszawy".