Choć i nas trawią gigantyczne - jak na nasze warunki - afery księgowe, prezesi zwykle unikają kar. "Mamy postkomunistyczny wymiar sprawiedliwości, który umarza śledztwa w tego typu sprawach" - tłumaczy DZIENNIKOWI Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. Dlaczego tak się dzieje? "Tego typu sprawy są uznawane za przewinienia o znikomej szkodliwości społecznej. Kary są symboliczne" - mówi Sadowski.

I ostro protestuje przeciwko takiej sytuacji. "Oszustwo księgowe, podobnie jak manipulacje giełdowe, to przecież kradzież" - mówi Sadowski. I dodaje, że choć są sędziowie i prokuratorzy, którzy chętnie by się za takie sprawy wzięli, to nie robią tego, bo - i tu szok - polski system prawny do tego po prostu nie zachęca!

A w USA? Tam nie liczy się szerokość pleców. Karę zaczął właśnie odsiadywać Bernard Ebbers, kiedyś szef legendarnego kolosa WorldCom. Jego oszustwa doprowadziły do upadku koncernu. Sąd wymierzył mu karę 25 lat więzienia. Ale Ebbers prawdopodobnie nigdy z niego nie wyjdzie, bo ma już 65 lat. Więc wyrok oznacza dla niego najpewniej dożywocie. Niemal w tym samym czasie, gdy Ebbers jechał do więzienia, ogłoszono wyrok na Andrew Fastowa, byłego dyrektora operacji finansowych w Enronie. To on jest uznawany za głównego specjalistę od tzw. wirtualnej księgowości, która doprowadziła jeden z największych koncernów energetycznych USA do upadłości. On dostał niewiele - sześć lat, ale tylko dlatego, że postanowił współpracować z prokuraturą. A takich przykładów są dziesiątki!