Jak w dobrym kryminale. Przestępstwo jest, ale znalezienie winnych to zadanie dla wybitnego detektywa. Tak jest i z gazem, który ze Wschodu dostarcza nam spółka RosUkrEnergo. Zakręca i odkręca kurek z gazem, jak tylko się jej podoba. A oficjalnie nikt nic nie wie.

Tym razem jednak nasz sąsiad ze Wschodu musi się z tego wytłumaczyć. Ministerstwo Gospodarki i Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, odpowiedzialne za dostawy gazu do naszych domów i fabryk, zażądały wyjaśnień. Na piśmie. Bo przerwa w dostawach to złamanie warunków kontraktu, który obowiązuje jeszcze do końca roku.

RosUkrEnergo tymczasem udaje niewiniątko. Przedstawiciele tej spółki twierdzą, że nie mają pojęcia, dlaczego była przerwa w dostawach, bo nie zauważyli niczego podejrzanego. Eksperci są pewni: przerwy w dostawach to szantaż. Rosjanie chcą w ten sposób wymusić na nas, byśmy zgodzili się na wyższe ceny gazu od stycznia. Nasz rząd przystać na to nie chce. Ale sprawa jest trudna, bo innego dostawcy, który dawałby nam tyle gazu (RosUkrEnergo daje nam 19 proc. tego, co zużywamy) po prostu nie ma. Wybór jest taki: albo zapłacimy więcej, albo 2 mln domów i fabryk zostaną bez gazu.