Bez takiej ilości gazu, jaka płynie do nas z Rosji, sobie nie poradzimy. Kupujemy ze Wschodu aż 19 procent potrzebnego Polsce tego błękitnego paliwa. Dwa miliony rodzin ogrzewa nim domy i gotuje na nim obiady. To dzięki dostawom z Gazpromu może działać wiele naszych fabryk.

Ale za niecałe trzy miesiące wygasa kontrakt na dostawy rosyjskiego gazu. Nad nowym debatujemy z Rosją od wielu miesięcy. Jak na razie porozumienia nie ma.

Przeciwnie - Rosja coraz ostrzej demonstruje swą siłę, próbując wymóc na naszym rządzie zgodę na stawiane przez nią warunki (m.in. mielibyśmy płacić za gaz ze Wschodu więcej niż teraz). Od poniedziałku do środy bez żadnej zapowiedzi zmniejszyła nagle dostawy.

"To prawda, ale wcieliliśmy w życie plan awaryjny. Dzięki temu zmniejszenie dostaw rosyjskiego gazu do Polski nie było odczuwalne dla klientów" - przyznaje Tomasz Fill, rzecznik Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, odpowiedzialnego za zaopatrywanie w gaz naszych domów i przedsiębiorstw.

PGNiG próbuje uspokajać, twierdząc, że jeśli Rosjanie kurek z gazem zakręcą na dobre, będziemy kupować go z Niemiec. Ale z tym krajem także wciąż prowadzimy tylko rozmowy... A żadnych zobowiązań na piśmie jak nie było, tak nie ma.