Jedną z pierwszych sieci, które wprowadziły kiełbasy łudząco podobne do polskich, jest Morrisons. W jego sklepach można co prawda kupić przetwory Krakusa oraz importowaną z Polski kiełbasę, ale wśród oryginalnych towarów są też kabanosy "Polish style". Napis mylący, bo kiełbasy produkowane są w Wielkiej Brytanii. Ale choć producent zapewnia, że receptura jest polska, daleko im do oryginalnych kabanosów znad Wisły.

"W smaku nie przypomina to ani trochę polskiej kiełbasy"- mówi Łukasz Jarząb, który regularnie robi zakupy w Morrisons. A dyrektor ds. polityki Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej dodaje: "Szanse na to, że kiełbasa wytwarzana jest przynajmniej z polskiego mięsa importowanego znad Wisły, jest znikoma". "Nie słyszeliśmy o takiej firmie, która importowałaby półprodukty i później pakowała je na Wyspach" - mówi Michał Dembiński.

Na razie podróbki to głównie wyroby mięsne. Dlaczego? To one cieszą się największym zainteresowaniem stęsknionych za ojczyzną Polaków. Dużo łatwiej jest je wyprodukować niż chleb, tak aby się to opłacało. Podrabianie ma sens tylko wtedy, gdy z zyskiem sprzedaje się coś taniej od oryginału. Łatwiej oszukać klienta, dodając mniej mięsa do kiełbasy niż mniej mąki do chleba.

Ale podróbek na Wyspach pewnie by nie było, gdyby polskie firmy potrafiły się zorganizować i uderzyć na brytyjski rynek. Tymczasem część wyrobów „made in Poland” trafia na brytyjskie półmiski okrężną drogą. Przez Niemcy i Holandię, które reeksportują nasze produkty, często z marżą sięgającą kilkuset procent. Jeśli nie zadbamy o nasz interes, niedługo co druga polska kiełbasa może nie być polska.