Na to, by projekt ustawy przepadł, szanse są marne, bo część zmian nakazał Trybunał Konstytucyjny. Ten z kolei wytyczne dostał od Unii. Bo na Zachodzie czynsze są wysokie.

U nas do tej pory czynsze każdy windował, jak chciał. Teraz to się ma skończyć. Nowa ustawa zabrania bezkarnie podnosić stawki. Ale ograniczenia są za małe. Bo 3 proc. kosztów np. remontu, o jakie właściciel domu będzie mógł podnieść czynsz, oznacza, że możemy dopłacać nawet po kilkaset złotych miesięcznie. W dodatku może go zmieniać co pół roku.

Efekt? Czynsze będą rosły. Ile dziś płacimy? Dziennik.pl zapytał czytelników, jakie mają opłaty za mieszkania. Na utrzymanie dwupokojowego M trzeba łożyć w Polsce co miesiąc od 300 do 800 zł. Czy kosztuje ono więcej, czy mniej, zależy od tego, czy to lokal własnościowy, spółdzielczy, komunalny czy też wynajmowany u kamienicznika. I oczywiście zależy od regionu Polski. 

Mieszkanie u kamienicznika jest najdroższe (porównaliśmy ceny w Warszawie). Aldona Janikowska za niecałe 60 m kwadratowych płaci prawie 800 zł czynszu. Teresa Majchrowska za podobny lokal, ale w spółdzielni, ma niecałe 600 zł czynszu. Robert Rackiewicz, członek wspólnoty mieszkaniowej, ma czynszu 390 zł. Nie musi bowiem, jak pani Teresa czy Aldona, płacić oddzielnie za konserwację windy (wystarcza z funduszu remontowego) ani na pensję prezesa czy kamienicznika. Najmniej płacą lokatorzy domów komunalnych. Elżbieta Czerkawska ma czynszu niecałe 300 zł, bo do utrzymania jej bloku dokłada się gmina.

A co zrobić, jeśli czynsz, choć podniesiony zgodnie z prawem, uznasz za zbyt wysoki? Niestety, pozostaje sąd, bo tylko prawomocny wyrok może nakazać właścicielowi domu zmniejszenie opłat.