Mróz i drożyzna dotkną milionów Polaków. Głównie w gospodarstwach rolnych, ale również w starych, miejskich domach jednorodzinnych. Ucierpią też małe i średnie firmy używające kotłów grzewczych opalanych węglem.

Wszystko przez polityków, którzy wprawdzie interesują się górnictwem, ale tylko w jednej dziedzinie. Rozmawiają jedynie z górniczymi związkami zawodowymi na temat wysokości odpraw i emerytur dla górników. Nie zadają sobie natomiast trudu, żeby zastanowić się nad inwestycjami w nowe technologie wydobywcze. A te są potrzebne kopalniom jak nigdy. Kończą się bowiem zapasy tzw. węgla energetycznego, który można wydobywać przy pomocy starych metod. Z roku na rok spada więc wydobycie. Już wiadomo, że Kompania Węglowa, nasza największa spółka górnicza, wydobędzie go w tym roku o milion ton mniej niż powinna.

"Nie ucierpią na tym elektrownie, bo te mają duże zapasy i mogą sprowadzić węgiel z zagranicy. Ale zwykli Polacy tak. W tym roku nie dostaną węgla na czas i czeka ich podwyżka podobna do tej z 1993 roku, kiedy węgiel podrożał o 50 proc." - mówi prof. Jan Macieja z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. Wtedy jednak inflacja wynosiła 38 proc., a dzisiaj 1,6 proc.

Tak więc, jeśli czeka nas podobny scenariusz do tego z 1993 roku, to należy się spodziewać około 15-procentowej podwyżki.