Już teraz gaz dostarczany przez prywatne spółki jest tańszy, niż ten dostarczany przez polskiego monopolistę. Między ofertą najtańszej spółki dystrybucyjnej PGNiG a jednym z pierwszych jej konkurentów, G.EN Gaz Energia, różnica w cenie metra sześciennego gazu sięga ok. 20 proc. Dla właściciela 200-metrowego domu może oznaczać to nawet 1000 zł oszczędności rocznie. Tyle, że na razie PGNiG nie ma się czego obawiać, bo kontroluje 97 proc. rynku.

Ale to sie zmieni w przyszłym roku. Wreszcie przestajemy być zdani na jednego dostawcę gazu. Na razie zaledwie sześć małych firm konkuruje z PGNiG. Prywatni gracze nie tylko kuszą ceną, są też bardziej elastyczni: budują własne sieci gazowe tam, gdzie PGNiG nie sięga albo nie chce sięgać. Są w stanie przeprowadzić inwestycję wartą kilkaset tysięcy złotych w ciągu 2 – 3 lat. Mimo kosztów rywalizują z monopolistą niższymi taryfami.

Eksperci pytani przez DZIENNIK są zgodni. Całkowite uwolnienie rynku nie wcześniej niż w lipcu przyszłego roku rozpocznie zaciętą walkę o odbiorców indywidualnych i przemysłowych. Polski rynek z uwolnionymi cenami i swobodnym dostępem do sieci dystrybucyjnych, zawiadywanym dziś przez PGNiG, stanie się miejscem walki nie tylko państwowego monopolisty i kilku niezależnych dystrybutorów, ale przede wszystkim europejskich koncernów, takich jak Gaz de France czy niemieckiego EWE. Wtedy powinno dojść do prawdziwej rewolucji na rynku. Czego wypada sobie tylko życzyć.